Zniszcz ten dziennik

Tak, wiem – so last year, ale że darzę książki ogromną estymą, to mimo, że sam pomysł mega mi się podobał od pierwszego wejrzenia, to jakoś nie mogłam sobie wyobrazić, że  kupię książkę z zamiarem bezpośrednim darcia, mazania i żucia stron książki. No bo tego…to KSIĄŻKA!!!

Mimo to, Dziennik okazał się świetnym środkiem terapeutycznym na wapory i histerię, które ostatnio mnie dotknęły. I co ciekawe, jest też najlepszym jak do tej pory prezentem od mojego chłopaka. No w każdym razie takim, który wybrał samodzielnie, bez wskazywania paluszkiem konkretnego przedmiotu, który skradł moje serce. No normalnie banan na twarz i plus milion do kreatywności 😀

A oto dwa przykłady mojego książkowego bestialstwa, które sfotografowałam, bo akurat było ładne światło 😉

dziennik2

Ja nie obleję książki herbatą? Ja? No chyba żart! 😀

dziennik 3A tu pierwsze zadanie, które sobie wyznaczyłam. ciekawych informuję, że czekolada smakuje lepiej, ale ma mniejszą wartość terapeutyczną 😉

dziennik

Reklamy