Dieta zamachem na życie Twojego (mojego) mężczyzny

Według statystycznego mężczyzny (za jednostkę statystyczną przyjmując mojego) dietetyczne jedzenie jest paskudne, niejadalne i w ogóle, to baba niszczy mu życie. Co ciekawe, mężczyzna nie powie Ci w twarz, że coś jest nie halo. Wszak nie chciałby się narażać, dlatego też zachowa swoje bolączki na później, tj. moment kiedy będzie otoczony innymi mężczyznami i pozornie bezpieczny. Towarzystwo innych osobników tejże płci sprawia, że jednostka czuje się zrozumiana (wszak każdy samiec jest na różne sposoby terroryzowany w domowych pieleszach), a dodatkowo zgodnie z zasadą ‚w kupie siła’ ma wrażenie, że jest górą. A podobno to kobiety mają wybujałą wyobraźnię! 😉 Mój na widok takiego jedzenia się cieszy (choć mam teorię, że głównie dlatego, że sam nie musiał go przyrządzać), a potem opowiada wszem i wobec, że go głodzę (tzn. nie robię kotleta z ziemniakami i ogórem).

A co Wy myślicie? 😉

owsiankaśniadanie – owsianka z bananem, kefirem i bakaliami (mniam!)

zielony szejk

II śniadanie – smoothie z banana, pomarańczy, pietruszki, selera i natki pietruszki

zupka

obiad I – zupa pomidorowa z ciecierzycą, mozzarellą, bazylią i słonecznikiem

(Bartek: ‚Mmm…pyszna! Ale wiesz, co bym zjadł…?)

makaron

obiad II – pełnoziarnisty paprykowy makaron z pesto 

(tu obyło się bez zastrzeżeń – łał!)

ryż

obiad III – ryż z warzywami i indykiem

(Bartek: ‚Martynka, zjadłbym jakąś wołowinkę…’

podwieczorek

podwieczorek – arbuz i miętowa herbata z cytryną

(Ble! To w ogóle nie jest słodkie!)

Reklamy