Zmiany, zmiany.

Nie wiem, dlaczego ale czytając blogi, oglądając filmy i słuchając historii innych ludzi odnoszę wrażenie, że wprowadzenie do swojego życia zmian i uzyskanie efektów jest mega łatwe. Guess what? Bullshit. Przynajmniej w moim przypadku. Jakiś czas temu, postanowiłam zmienić lajfstal na zdrowszy, bardziej zrównoważony, proekologiczny, anty-zakupoholiczny i w ogóle. A’propos zakupoholizmu, to przynajmniej płaszcz mam nowy (damn you outlecie) i t-shirt (i ciebie też okresie wyprzedażowy). To by było na tyle w kwestii modnego ostatnio minimalizmu. Chyba bliżej mi do modelu Bridget Jones: punkt pierwszy – zmienić swoje życie, punt drugi – uczcić to butelką chardonnay i górą czekolady, punkt trzeci – wejść na wagę i zachodzić w głowę, co zrobiłam nie tak.

Niech inni będą chudymi minimalistkami z uporządkowaną szafą i idealnym życiem. Ja tymczasem pobędę sobie wesołym marynarzem na wiecznej diecie. Jakże nudny byłby świat, gdyby każdy był chodzącym ideałem. Prawda?

marynarz marynarz2 marynarz3

Reklamy