Życie rodzinne #8 Męskie skąpstwo i dieta

Jesteśmy grubi. Podobno, jak człowiek wyprowadza się od rodziców, to od razu chudnie. Bo nie gotuje tak jak mamusia i w ogóle, to ;nie ma kasy na frykasy’. Wszem i wobec oświadczam, że nie jest to prawdą. Ciągłe jedzenie na mieście, alkohol i moja popisowa potrawa, czyli makaron z pesto i kurczakiem (skądinąd bardzo smaczny) zrobiły swoje. Obwiniam ciągły brak czasu i Bartka. I choć Pani na Rynku powiedziała, że chłopa głodzić nie można, bo znajdzie sobie inną, która go nakarmi, to spróbuję. Dla jego dobra. I mojego też, bo dupa urosła mi masakrycznie. Ale o tym sza! Ja to wszystko robię dla bartusiowego brzuszka przecież. I dla jego zdrowia. Fizycznego oczywiście, bo psychiczne ma zszargane przez makaroniki.

makaroniki2Znacie je, prawda? Pyszne, malutkie dzieła sztuki. 4,50 PLNów za sztukę. Kupiłam 10, 5 dla mnie i 5 dla Bartka, co daje równowartość jakiś 20 czekolad. Bartek usiadł załamany nad losem tych dwudziestu niezjedzonych czekolad i zapłakał (metaforycznie, wszak jest macho XD) nad swoim ciężkim w najbliższym czasie życiem. Bo nie dosyć, że praca stresująca, szef świrnięty, promotor żąda efektów, sesja za pasem, to jeszcze baba zwariowała i będzie mu utrudniać życie bardziej, niż do tej pory (a myślał, że się nie da!). Tak więc (nie zaczynaj zdania od ‚tak więc’!) wczoraj zjedliśmy wszystkie tuczące produkty poukrywane w zakamarkach lodówki i szafek. Wypiliśmy ostatniego drinka i łyk coli. Po raz ostatni z radością spojrzeliśmy na de volaille’a z serem i purée na naszych talerzach. Od dziś wchodzimy w nową erę naszego życia, która potrwa dwa tygodnie i przyczyni się do zrzucenia kilku kilogramów. Proszę państwa, witamy na DIECIE 😀

P.S. Po przejściu przez dietę i tak nie ma szans na powrót de volaille’a, bo przejdziemy do drugiego etapu ‚trening i zdrowe odżywianie’

P.S.2 Mam nadzieję, że nie skończę jak Bridget Jones. Proszę, niech nie skończę jak Bridget Jones.

makaroniki

Reklamy