‚Mobilki, mobilki tu Kopciuszek…’

Mobilki nie słuchają Bartłomieja. Słuchają za to Martynki, bo Martynka ma kobiecy głos. Taki trochę piszczący, ale jak się postara, czasem potrafi osiągnąć niemal gardłowe dźwięki. Bartłomiej, za to ma głos iście radiowy i z tytułu swojej płci jest nieustannie dyskryminowany przez Panów Tirowców, którzy są najczęstszymi użytkownikami ustrojstwa zwanego CB radiem. Panowie Tirowcy są bowiem znużeni kompanią innych Panów Tirowców oraz resztą męskiej populacji. Po tym, jak w ciągu ostatniego tygodnia pokonaliśmy z Bartkiem lekką ręką 2000 km zaczynam ich lepiej rozumieć. Sama jestem babą, a brakowało mi innych bab. W ogóle ludzi. I mimo, że wyśmiewałam Bartusia za jego radiowe ciągoty, to z nudów sama skorzystałam z tej zabawki parokrotnie.

‚Tu Kaczor Donald. Jak tam ścieżka na Wrocław, panowie?’

Ścieżka ma się dobrze. Rzepak rośnie i pachnie słodko.

mobilki

‚Myszka Miki dołącza się do Kaczora. Jakieś misiaki po drodze były?

Misiaków ani widu, ani słychu. Za to, jakie zachody słońca!

mobilki3

‚Mobilki, mobilki tu Kopciuszek, zgubiłam bucik. Szczęśliwego znalazcę proszę o kontakt i informację o tym, jak wygląda dróżka na Wrocław’ 

Noł koments. Kawa pomaga na niezdrowe zainteresowanie bajkami Disney’a.

mobilki2

Szerokości! 🙂

Zniszcz ten dziennik

Tak, wiem – so last year, ale że darzę książki ogromną estymą, to mimo, że sam pomysł mega mi się podobał od pierwszego wejrzenia, to jakoś nie mogłam sobie wyobrazić, że  kupię książkę z zamiarem bezpośrednim darcia, mazania i żucia stron książki. No bo tego…to KSIĄŻKA!!!

Mimo to, Dziennik okazał się świetnym środkiem terapeutycznym na wapory i histerię, które ostatnio mnie dotknęły. I co ciekawe, jest też najlepszym jak do tej pory prezentem od mojego chłopaka. No w każdym razie takim, który wybrał samodzielnie, bez wskazywania paluszkiem konkretnego przedmiotu, który skradł moje serce. No normalnie banan na twarz i plus milion do kreatywności 😀

A oto dwa przykłady mojego książkowego bestialstwa, które sfotografowałam, bo akurat było ładne światło 😉

dziennik2

Ja nie obleję książki herbatą? Ja? No chyba żart! 😀

dziennik 3A tu pierwsze zadanie, które sobie wyznaczyłam. ciekawych informuję, że czekolada smakuje lepiej, ale ma mniejszą wartość terapeutyczną 😉

dziennik

Taka brzydka ta Łódź. Taka szara.

Nic się tu nie dzieje. Kto w ogóle chciałby tu przyjechać? A nie daj buk mieszkać? JA!

Na Łódź (nie wiedzieć czemu) większość ludzi narzeka. Bo to miasto postindustrialne, bo nic tylko ziejące pustkami stare fabryki (a ile blogerek modowych, się w nich fotografuje podczas Fashion Weeku nie zliczysz), no i oczywiście szaro i brudno. Owszem, Łódź nie ma zabytków na miarę Krakowa, czy Wrocławia, ale budynki pofabryczne od lat zamieniają się w luksusowe lofty i centra handlowe. Piękne secesyjne kamienice są remontowane w ramach projektu MIA100 kamienic i coraz częściej widzimy efekty tych prac. Łódź jest szara? Gdzie nie spojrzę rosną drzewa i kwiaty. Nie wspominając nawet o jednym z największych w Europie kompleksie leśnym w obrębie miasta – Łagiewnikach.

Nic się nie dzieje. No totalnie nie ma, co robić. No bo przecież nikt nie słyszał o ulicy Piotrkowskiej, prawda? Miejscu, gdzie jeszcze parę lat temu na imprezy przyjeżdżała ‚warszawka’, bo w stolicy nie było porządnych klubów. A jeśli nie wiesz, co chcesz robić, zawsze możesz wpaść do Manufaktury i wybrać na miejscu. Kino, ścianka wspinaczkowa, kręgle, gry laserowe? Noł problem. Jeśli masz ochotę na spokojniejszy wieczór, możesz wybrać się do teatru i na kolację w jednej z licznych restauracji, a nawet wejść do któregoś z dwóch muzeów.  A’propos kultury wyższej, to w sobotę nie uświadczysz wolnych miejsc w teatrach – na najlepsze sztuki bilety są wykupione już kilka tygodni, a czasem i miesięcy wcześniej.

Chociaż pochodzę ze Zgierza, Łódź to moje miasto. Tutaj chodziłam do liceum, tu kończę studia i pracuję. Tu od niedawna mieszkam. To tu od 10 lat kręci się moje życie. I choć w międzyczasie mieszkałam w innych miastach i krajach, powszechnie uznawanych za piękniejsze, to właśnie tu czuję, że żyję i zawsze wracam z radością.

Zdjęcia zrobione podczas wczorajszego spaceru. Brzydko i szaro, prawda?

łódź2 łódź4 łódź8łódź5
łódź6 łódź7
łódź11 łódź12 łódź13

Dieta zamachem na życie Twojego (mojego) mężczyzny

Według statystycznego mężczyzny (za jednostkę statystyczną przyjmując mojego) dietetyczne jedzenie jest paskudne, niejadalne i w ogóle, to baba niszczy mu życie. Co ciekawe, mężczyzna nie powie Ci w twarz, że coś jest nie halo. Wszak nie chciałby się narażać, dlatego też zachowa swoje bolączki na później, tj. moment kiedy będzie otoczony innymi mężczyznami i pozornie bezpieczny. Towarzystwo innych osobników tejże płci sprawia, że jednostka czuje się zrozumiana (wszak każdy samiec jest na różne sposoby terroryzowany w domowych pieleszach), a dodatkowo zgodnie z zasadą ‚w kupie siła’ ma wrażenie, że jest górą. A podobno to kobiety mają wybujałą wyobraźnię! 😉 Mój na widok takiego jedzenia się cieszy (choć mam teorię, że głównie dlatego, że sam nie musiał go przyrządzać), a potem opowiada wszem i wobec, że go głodzę (tzn. nie robię kotleta z ziemniakami i ogórem).

A co Wy myślicie? 😉

owsiankaśniadanie – owsianka z bananem, kefirem i bakaliami (mniam!)

zielony szejk

II śniadanie – smoothie z banana, pomarańczy, pietruszki, selera i natki pietruszki

zupka

obiad I – zupa pomidorowa z ciecierzycą, mozzarellą, bazylią i słonecznikiem

(Bartek: ‚Mmm…pyszna! Ale wiesz, co bym zjadł…?)

makaron

obiad II – pełnoziarnisty paprykowy makaron z pesto 

(tu obyło się bez zastrzeżeń – łał!)

ryż

obiad III – ryż z warzywami i indykiem

(Bartek: ‚Martynka, zjadłbym jakąś wołowinkę…’

podwieczorek

podwieczorek – arbuz i miętowa herbata z cytryną

(Ble! To w ogóle nie jest słodkie!)

Niskokaloryczne lody? Da się! :-D

Znasz to uczucie, kiedy jesteś na diecie i wydaje Ci się, że wszyscy dookoła są piękni, chudzi i mogą wszystko jeść, a jedynie Ty jesteś grubą baryłą, która powinna wyżyć na listku sałaty tygodniowo? Taa…ja też. Jakby tego było mało, to kiedy siedzisz wieczorem z laptopem na kolanach i oglądasz ukochane seriale przychodzi ona. Ochota na słodycze. Ta wredna siła, która dzień po dniu niszczy nam życie. Kto mógłby pomyśleć, że jeśli włożysz do buzi ciastko, to odpłaci Ci się ono cellulitem na prawym udzie (i na lewym też, skoro już przy tym jesteśmy)? Nikt przy zdrowych zmysłach patrząc na czekoladowego muffina, pucharek lodów, czy pysznego drinka nie widzi magicznie pojawiającej się na ciele skórki pomarańczowej (i nie mam tu na myśli tej apetycznej, kandyzowanej, którą dodajemy do ciast) ^_^

lody

Ja w takiej sytuacji sięgam po domowe lody na bazie bananów z dodatkiem innych owoców – truskawek, owoców leśnych, czy czegoś innego, co nadaje im ładny kolor. Dlaczego? Nie od dzisiaj wiadomo, że jemy oczami i jeśli mam przed sobą śliczne truskawkowo-bananowe serduszko, to rezygnacja z tabliczki czekolady jest o niebo łatwiejsza 😉

Sposób przygotowania sorbetu jest maga prosty – wystarczy zblendować banana (i tu ciekawostka – nawet mój facet nie zauważył, że w tych lodach brakuje śmietany, banan sprawdza się więc idealnie :-D). Do tego należy dodać jakiekolwiek mrożone owoce, przelać do foremek, wstawić do zamrażalnika na minimum godzinę i delektować się smakiem 😉

lody2

Zmiany, zmiany.

Nie wiem, dlaczego ale czytając blogi, oglądając filmy i słuchając historii innych ludzi odnoszę wrażenie, że wprowadzenie do swojego życia zmian i uzyskanie efektów jest mega łatwe. Guess what? Bullshit. Przynajmniej w moim przypadku. Jakiś czas temu, postanowiłam zmienić lajfstal na zdrowszy, bardziej zrównoważony, proekologiczny, anty-zakupoholiczny i w ogóle. A’propos zakupoholizmu, to przynajmniej płaszcz mam nowy (damn you outlecie) i t-shirt (i ciebie też okresie wyprzedażowy). To by było na tyle w kwestii modnego ostatnio minimalizmu. Chyba bliżej mi do modelu Bridget Jones: punkt pierwszy – zmienić swoje życie, punt drugi – uczcić to butelką chardonnay i górą czekolady, punkt trzeci – wejść na wagę i zachodzić w głowę, co zrobiłam nie tak.

Niech inni będą chudymi minimalistkami z uporządkowaną szafą i idealnym życiem. Ja tymczasem pobędę sobie wesołym marynarzem na wiecznej diecie. Jakże nudny byłby świat, gdyby każdy był chodzącym ideałem. Prawda?

marynarz marynarz2 marynarz3

Walentynkowe Śniadanie vs. Zdrowe Odżywianie

‚Martynka, ja już nie mogę jeść tej owsianki!’

Jak każdy mężczyzna, Bartek do życia potrzebuje panem et circenses – chleba i igrzysk. Z nastawieniem na chleb, bo igrzyska potrafi sobie sam zorganizować, a przygotowanie zdrowego posiłku jest ewidentnie ponad jego możliwości.

Z moją pamięcią do dat, bywa kiesko – potrafię zapomnieć o urodzinach bliskich, mimo że są na stałe wpisane w kalendarz google, a niedawno posunęłam się nawet do przeoczenia daty moich własnych imienin. Zapomniałam też o Walentynkach. No, ale od czego ma się przyjaciół – Marta oświeciła mnie dzień wcześniej, na godzinę przed zamknięciem sklepów. W tak krótkim czasie znalezienie prezentu nie wchodziło nawet w rachubę, ale spożywcze zakupy celem wykonania pysznego śniadanka dla pasibrzucha już tak 😉

śniadanie2

A menu wyglądało tak:śniadanie3

Orkiszowe serduszko dla Bartusia ❤

śniadanie4Kawa z kozim mlekiem – podobno zdrowsze od krowiego 😉

śniadanieUśmiechnięte placuszki z mąki orkiszowej z twarogiem i owocami – bez cukru i tłuszczu! 😉

śniadanie5

A na deser koktajl truskawkowy 😉

Pycha!

Życie rodzinne #9 Mężczyzna w teatrze

Powszechnie wiadomo, że teatr jest dla bab i starych ludzi. Prawdziwy Mężczyzna chodzi do kina na filmy o zabijaniu, gdzie spokojnie może żłopać cole i wsuwać popcorn. Bo w teatrze, ci bezczelni aktorzy mają jakieś fanaberie i uważają jedzenie podczas spektaklu za mega faux pas. Prawdziwy Mężczyzna przeboleje jednak brak przekąsek byleby tylko usatysfakcjonować Damę swego Serca. Są jednak granice, których nawet jego anielska wręcz cierpliwość nie zniesie.

Taką granicą jest dramat. Prawdziwy Mężczyzna może ewentualnie iść do teatru na komedię np. na Boeing Boeing i dobrze się bawić. Ba, posunie się nawet do polecenia owej komedii kolegom z miną pełną wyższości wyrażającej mniej więcej ‚Ha! Ja tam, chodzę do teatru, obcuję z kulturą wyższą, kiedy wy tłumoki jedne obżeracie się popcornem w leżu popkultury zwanym powszechnie kinem!’. No, mniej więcej tak to leci… Z dramatem, jednak rzecz ma się zupełnie inaczej. Dramat mianowicie nie wzbudza w widowni salw śmiechu. I to jest pierwszy problem. Kolejnym jest drugi człon dramatu, a mianowicie ‚współczesny’. Prawdziwy Mężczyzna, może i nie obejrzy z radością w sercu dramatu szekspirowskiego, czy romantycznego, ale doceni je choćby ze względu na wiek. Osoby starsze winno traktować się z szacunkiem i to samo dotyczy sztuki. Dramat współczesny jest jednak, jak sama nazwa mówi gatunkiem nowym i absolutnie nie spełnia wymagań Prawdziwego Mężczyzny.

A ja ze szczerego serca polecam Wam Habitat w Teatrze Jaracza w Łodzi. Jestem babą, wolno mi się zachwycać grą aktorską i być emocjonalną. A co XD

habitat

Mission Impossible: Jak wyjść z domu w 15 minut

Jako, że staram się odchudzić zarówno siebie, jak i Bartłomieja, częściej niż zwykle sięgam po porady DR Lifestyle. Przy okazji podglądania ćwiczeń, przepisów i tego, o co kaman z tym indeksem glikemicznym natknęłam się na konkurs, który zainspirował mnie do stworzenia poniższego (wiekopomnego) dzieła w paintcie. Jednocześnie zdałam sobie sprawę, że wbrew temu co twierdzi Bartłomiej, jestem w stanie wyjść z domu w ciągu 15 minut od przebudzenia. I, że pewnie nie każdy potrafi. No to się dzielę, a co! XD

jak wyjść z dmu w 15 minut1. Prysznic musi być zimny – pod ciepłym będę stać do końca świata, a po drodze zasnę.

2. Podczas oblewania się wodą myję zęby – krócej niż ustawowe 3 minuty, ale rano każda sekunda jest cenna, więc nadrabiam później.

3. Po prysznicu kremuję i balsamuję się i suszę włosy, a w międzyczasie robię w głowie szybki przegląd szafy. Każda z nas ma swoje ulubione, sprawdzone zestawy. Jeśli choć jeden z nich jest czysty i niewymięty, to jesteśmy w domu. Ubranie się zajmuje góra 30 sekund 😉

4. Makijaż ograniczam do niezbędnego minimum – w moim przypadku jest to podkład, puder, wymodelowanie twarzy różem lub bronzerem i stylizacja brwi. Nie muszę mieć umalowanych oczu, ani rzęs, latem obejdę się bez pudru i różu, ale brwi zawsze muszą być! Jeśli tego dnia chcę mieć kolorowe usta, maluję je w tramwaju.

5. Włosy rozpuszczam i smaruję jedwabiem, albo zostawiam zwinięte w węzeł na czubku głowy, jedynie asekurując pseudo koka wsuwkami.

6. Łapię z kuchni banana, lub jabłko, żeby nie umrzeć z głodu na zajęciach.

A jakie są Wasze sposoby na szybkie wyjście z domu? 

Życie rodzinne #8 Męskie skąpstwo i dieta

Jesteśmy grubi. Podobno, jak człowiek wyprowadza się od rodziców, to od razu chudnie. Bo nie gotuje tak jak mamusia i w ogóle, to ;nie ma kasy na frykasy’. Wszem i wobec oświadczam, że nie jest to prawdą. Ciągłe jedzenie na mieście, alkohol i moja popisowa potrawa, czyli makaron z pesto i kurczakiem (skądinąd bardzo smaczny) zrobiły swoje. Obwiniam ciągły brak czasu i Bartka. I choć Pani na Rynku powiedziała, że chłopa głodzić nie można, bo znajdzie sobie inną, która go nakarmi, to spróbuję. Dla jego dobra. I mojego też, bo dupa urosła mi masakrycznie. Ale o tym sza! Ja to wszystko robię dla bartusiowego brzuszka przecież. I dla jego zdrowia. Fizycznego oczywiście, bo psychiczne ma zszargane przez makaroniki.

makaroniki2Znacie je, prawda? Pyszne, malutkie dzieła sztuki. 4,50 PLNów za sztukę. Kupiłam 10, 5 dla mnie i 5 dla Bartka, co daje równowartość jakiś 20 czekolad. Bartek usiadł załamany nad losem tych dwudziestu niezjedzonych czekolad i zapłakał (metaforycznie, wszak jest macho XD) nad swoim ciężkim w najbliższym czasie życiem. Bo nie dosyć, że praca stresująca, szef świrnięty, promotor żąda efektów, sesja za pasem, to jeszcze baba zwariowała i będzie mu utrudniać życie bardziej, niż do tej pory (a myślał, że się nie da!). Tak więc (nie zaczynaj zdania od ‚tak więc’!) wczoraj zjedliśmy wszystkie tuczące produkty poukrywane w zakamarkach lodówki i szafek. Wypiliśmy ostatniego drinka i łyk coli. Po raz ostatni z radością spojrzeliśmy na de volaille’a z serem i purée na naszych talerzach. Od dziś wchodzimy w nową erę naszego życia, która potrwa dwa tygodnie i przyczyni się do zrzucenia kilku kilogramów. Proszę państwa, witamy na DIECIE 😀

P.S. Po przejściu przez dietę i tak nie ma szans na powrót de volaille’a, bo przejdziemy do drugiego etapu ‚trening i zdrowe odżywianie’

P.S.2 Mam nadzieję, że nie skończę jak Bridget Jones. Proszę, niech nie skończę jak Bridget Jones.

makaroniki